Narzędzia latania (a czasem i wojny)
Niedawne lądowanie na Okęciu. Liczone są już straty lotniska wskutek jego zamknięcia. Podawane sensacyjne kwoty. Nie prowokujmy płaczu w godzinie wesela! Wystarczy pomyśleć na jaki czas lotnisko zostałoby unieruchomione i jaki byłby całościowy koszt nie tylko materialny, gdyby samolot nie przyziemił szczęśliwie. Pojawia się dystans i słowo „tylko”. I odwrotnie. Kapitana okrzyknięto bohaterem narodowym. A on tylko należycie wykonał swoje zadanie. Wypełnił przewidziane na taką okoliczność instrukcje i zastosował w praktyce wszystko, czego wcześniej go nauczono. To co zasługuje na szczególne podkreślenie, to niezwykłe opanowanie i zachowanie zimnej krwi. Uznanie i szacunek należą się zresztą obu pilotom. Kluczowym momentem przyziemienia poza precyzyjnym utrzymaniem steru kierunku we właściwym położeniu, było równoczesne zetknięcie obu silników z ziemią i tym samym zapewnienie utrzymania samolotu w osi pasa, wskutek czego samolot wszedł na prostą i gładką ścieżkę hamowania oraz zachował tor właściwy lądowaniu z wysuniętym podwoziem. A to dzięki dwóm ludziom: Tadeuszowi Wronie i Jerzemu Szwarcowi. Wszystko inne - choć bardzo ważne – to dodatek. Tak jak uznanie dla producenta. Okazało się, że to konstrukcja idealna do takich lądowań. I na marginesie. Muzeum Lotnictwa Polskiego nie posiada w swoich zbiorach żadnego pasażerskiego samolotu z prawdziwego zdarzenia. Trudno do tej kategorii zaliczyć rozpadający się wrak Tu-134 lub malutkiego Jaka-40. Wydaje się naturalnym, by czynić starania o pozyskanie dla muzeum samolotu Tu-154M, który znajduje się wciąż w posiadaniu wojska. Powody są oczywiste. Nie ma chyba innego samolotu, który tak bardzo wrósł w świadomość Polaków, najpierw jako podstawowy samolot LOT-u, potem obiekt nieustannych narzekań przy okazji kolejnych dyskusji o konieczności wymiany floty rządowej, na tragedii smoleńskiej kończąc. I być może jest to jedyny samolot pasażerski na świecie w którym względy wyważenia nakazywały, by pokład opuszczali najpierw pasażerowie z tylnej części kadłuba, a dopiero potem ci z przedniej. /sk-bspk
Kraków_Muzeum Lotnictwa Polskiego_18 IX / 25 X 2011 r.
fot. Antek Jeż/ ©bspk

