Krowodrza powinna wyjść z cienia
2010-04-01 15:10:43

Rozmowa z Pawłem Klimowiczem, senatorem RP
- Czy z wyższej izby parlamentu widać dzielnicę?
- Cieszę się, że – oprócz pracy w Senacie – zachowałem funkcję radnego Dzielnicy V Krowodrza. Patrzę na problemy ogólnopolskie przez pryzmat małej społeczności lokalnej i stwierdzam, że te sprawy są podobne, choć mają inną skalę.
- Od wielu lat funkcjonuje popularny pogląd, że ważne sprawy można sfinalizować tylko w Warszawie...
- Startowałem do Senatu z postulatem ustanowienia wieloletniego programu dla szpitala dziecięcego w Prokocimiu. Otrzymaliśmy go – przypomnę – ponad 40 lat temu jako dar od narodu amerykańskiego. Naszym obowiązkiem jest o niego dbać! Cieszę się, że mój postulat został przyjęty. Doprowadziłem sprawę do takiego etapu, że ostateczna decyzja leży teraz wyłącznie w gestii Rady Ministrów. Finalizacja zależy już tylko od podpisu premiera. Wcześniej musiałem przekonać Ministerstwo Zdrowia oraz kolegów-senatorów.
- Jak podsumuje Pan dwa lata kadencji w Senacie?
- Pracując w senackiej Komisji Zdrowia skoncentrowałem się na wspomnianym szpitalu w Prokocimiu, a także uzdrowiskach na terenie Małopolski, w tym podkrakowskich Swoszowicach. Ustawa o uzdrowiskach, którą szczególnie się interesuję, jest już na ukończeniu i zostanie niedługo przegłosowana. Chodzi tu o prywatyzację uzdrowiska Swoszowice oraz utworzenie podziemnego uzdrowiska w kopalni Wieliczka.
- Był Pan przewodniczącym Rady Miasta Krakowa i jest – radnym dzielnicy. Czy uważa Pan, że praca w samorządzie lokalnym pomaga w wypłynięciu na wody wielkiej polityki?
- To bardzo dobra szkoła, pod warunkiem, że polityk sam podniesie swój poziom i nie będzie patrzył na rozmaite zjawiska przez pryzmat szczegółów. Trzeba się wznieść na poziom ogólnopolski i wyciągnąć wnioski z okresu samorządowego. To trudna umiejętność: odróżnianie problemów naprawdę ważnych od mało istotnych.
- Czy zatem – według Pana – upartyjnienie już na poziomie najniższego szczebla samorządu nie jest niebezpieczne?
- Niestety, tak jest i bardzo nad tym ubolewam. Logo partii jest niezbędne, aby wyrazić swoje preferencje. Wynika to między innymi z tego, że mieszkańcy danej gminy czy dzielnicy nie zawsze zorientowani są w problemach swoich małych ojczyzn. Trudno jest im więc ocenić programy poszczególnych kandydatów. Bardziej wyrazista jest dla nich przynależność do określonej partii.
- Mieszkamy w dzielnicy, której kształt i granice ustalono w 1991 roku. Czy samorząd lokalny powinien mieć większe kompetencje, takie jak np. warszawskie gminy?
- Kilka lat temu byłem jednym z pomysłodawców reformy podziału administracyjnego Krakowa. Chcieliśmy, aby miasto składało się z 7 większych dzielnic, co spotkało się z olbrzymią krytyką. Redukcja liczby dzielnic, przy jednoczesnym wzroście kompetencji radnych nie została zaakceptowana. Mimo to uważam, że był to słuszny kierunek, a liczba radnych dzielnic w Krakowie, czyli 366 osób, jest zdecydowanie za wysoka. Podział na 18 dzielnic sprawił, że po niemal 20 latach, wielu ludzi nie potrafi określić w której dzielnicy mieszka, posługując się czy to nomenklaturą starego podziału na: Krowodrzę, Nową Hutę, Śródmieście i Podgórze, czy to nazewnictwem historycznym, jak np. Kazimierz, czy Wesoła. Powinno się zredukować liczbę dzielnic do siedmiu, pozostając jednocześnie przy nazwach byłych gmin czy dzielnic, jak np. Łobzów, Nowa Wieś czy Czarna Wieś. Jestem też absolutnie stronnikiem powstawania sub-centrów, w naszym wypadku byłby to Rynek Krowoderski. Nastąpiłoby przeniesienie urzędów, a także policji, pogotowia, straży miejskiej w pobliże takich właśnie miejsc, a ludzie zwróciliby się ku swojej dzielnicy.
- Czy są jakieś przykłady podobnych rozwiązań w innych miastach?
- Model Paryża, który ma 20 okręgów, a w każdym z nich kilka dzielnic historycznych, tzw. kwartałów, których nazwy są „żywe”, jak np. średniowieczne Marais, czy Dzielnica Łacińska.
- Wróćmy jednak do samorządu lokalnego. W których dziedzinach samorząd dzielnicy sprawdza się, a w których – z powodu niewystarczających kompetencji – ma zbyt mało do powiedzenia?
- Dzielnice sprawdzają się w aspekcie inwestycyjnym. To że mamy dobrze wyremontowane chodniki jest zasługą nie urzędników, a radnych, którym bardziej na sercu leży wygląd i funkcjonalność dzielnicy. Natomiast większe zamierzenia w dziedzinie kultury są raczej niemożliwe do przeprowadzenia samodzielnie, właśnie ze względu na brak odpowiednich kompetencji i środków.
- Jakie są – Pana zdaniem - pierwszoplanowe potrzeby Krowodrzy?
- Powstanie Rynku Krowoderskiego u zbiegu ulic Nowowiejskiej, Królewskiej i Racławickiej oraz alei Kijowskiej jako sub-centrum dzielnicy i remont placu Inwalidów - wraz z postawieniem pomnika Orła Białego - którego plany już istnieją, Takie inwestycje pozwoliłyby Krowodrzy wyjść z cienia, pokazać, że jest naprawdę piękną i ciekawą dzielnicą.
fot. Antek Jeż/ ©bspk Rozmawiał: Janusz Mika


