Dwa najpiękniejsze dni
2011-04-18 18:01:56

Rozmowa z Anną Dymną, aktorką i prezesem Fundacji „Mimo wszystko”
Jakie są dla Pani najważniejsze wydarzenia w roku?
- Dwa najpiękniejsze dni to dla mnie: Ogólnopolski Festiwal Twórczości Teatralno-Muzycznej Osób Niepełnosprawnych „Albertiana” i Festiwal Zaczarowanej Piosenki na Rynku Głównym.
W tym roku organizujemy obydwa wydarzenia, chociaż opuścił nas główny współpracownik, czyli PFRON, który wycofał się z organizacji festiwalu. Jest to tym bardziej dziwne, że przedstawiciele PFRON sami namawiali nas kilka lat temu na wspólne działania. Wspiera nas Ministerstwo Kultury, pozyskaliśmy tez środki z Unii Europejskiej. Półfinały odbędą się 9 maja w warszawskich Łazienkach.
Chętnych do wzięcia udziału w Festiwalu jest zapewne wielu…
- O tak! Dlatego rozpoczynamy od eliminacji, które odbędą się w pięciu miastach w Polsce. Ja, wraz z Pawłem Kukizem zasiadałam w jury eliminacji wrocławskich 21 lutego. Wcześniej eliminacje odbyły się w Szczecinie, Chrzanowie, Zgierzu, Toruniu. Wyłoniliśmy w ten sposób najlepszych.
- Szukacie z pewnością sponsorów…
- Muszę powiedzieć, że współpraca z marszałkami poszczególnych województw układa się naprawdę dobrze. Są przychylni i rozumieją nasze potrzeby. Głównym naszym sponsorem jest Gazownia Krakowska.
- Jaka jest obecnie kondycja prowadzonej przez Panią fundacji?
- Nie narzekamy, otrzymujemy np. sporo pieniędzy dzięki odpisom jednoprocentowym. Jednak dochodzą mnie głosy, że nie wszystkim podoba się ten sposób pozyskiwania przez nas środków. To bardzo przykre…
- Dlaczego w eliminacjach nie bierze udziału zespół „Radwanek” z Radwanowic, z którym Pani pracuje najwięcej?
- To byłoby nie fair, żeby organizatorzy wystawiali do konkursu swój zespół. Jak moglibyśmy ich obiektywnie ocenić? Jest to dość sprytne posunięcie, bo od lat, w dniu wręczenia Medali im. Brata Alberta, „Radwanek” daje – poza konkursem – prapremierę nowej sztuki. W tamtym roku była to „Droga świętego Franciszka”. To wspaniałe przeżycie. Podczas spektaklu w Legnicy na widowni zgromadziło się wiele osób niepełnosprawnych. W pewnym momencie wszyscy weszli na scenę aby w nami grać.
- A co wystawicie w tym roku?
- Zrealizowałam swoje marzenie i wystawimy przedstawienie na bazie „Tajemniczego ogrodu”. Wszystkie spektakle, w których występują osoby niepełnosprawne muszą być proste, skrótowe z czytelna pointą. „Tajemniczy ogród” ma dla nas znakomite przesłanie: nawet jeśli jesteś chory, wystarcz, że ktoś obok ciebie jest i poda ci rękę. Możesz wtedy wstać i powoli dojść do celu. Przedstawienie napisała Marta Duśniowska, teksty piosenek przysłał mi Maciej Wojtyszko, nad muzyką pracuje Andrzej Zarycki, nad scenografią Ryszard Melliwa, a obsadę stanowić będą najlepsi krakowscy aktorzy. Nie zadzwonię przecież do Warszawy, żeby ktoś przyjechał i zagrał np. indorka (śmiech). Zawodowi aktorzy za darmo, z wielką radością i zazwyczaj po nocach, podkładają i nagrywają warstwę głosową. To swoista integracja, a dzieje się tak choćby dlatego, że nasi niepełnosprawni aktorzy nie wszyscy mówią, a nawet jak mówią, to nie zawsze to co trzeba i kiedy trzeba. Dodam, że w tym roku, jako goście, wystąpią dwa zespoły z Moskwy.
- W styczniu zmarł Krzysztof Kolberger. Wiem, że przyjaźniła się Pani z nim przez długie lata…
- To bardzo przykra, przygnębiająca informacja. Odszedł człowiek, który przez wiele lat walczył ze swoja chorobą, ale nie epatował otoczenia swoimi problemami. Pamiętam, że kiedyś graliśmy w kościele. Był to już okres, kiedy Krzysiek miał już wyciętych kilka wewnętrznych organów. W pewnym momencie przedstawienia, dał mi znak, że musi natychmiast wyjść. Cos tam zaimprowizowałam, on zniknął, po kilku chwilach pojawił się znowu i jak gdyby nigdy nic, kontynuował swoją kwestię. Będzie mi go bardzo brakowało.
- Jest Pani osobą bardzo aktywną. Nad czym Pani pracuje obecnie?
- Między innymi nagrywam bajki w studio radiowym. Często wcielam się w kilka postaci na raz, zmieniając tembr głosu i pracując po kilkanaście godzin niemal bez przerwy. Kotas powiedział mi ostatnio, że pobiłam w tym względzie radiowy rekord. Zdarzało się bowiem, że aktorzy, pracując w takim trybie, omdlewali z wysiłku. Mnie udało się jakoś wytrzymać.
Rozmawiał: Janusz Mika
fot. Antek Jeż/ ©bspk


